Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział 2.

Rozdział 2.

Zaparkowałam z piskiem opon przed redakcją, nie zwracając uwagi na to, czy przypadkiem nie zastawię komuś wyjazdu lub nie złamię któregoś z niezliczonych punktów kodeksu drogowego. Kilka sekund później byłam już pod drzwiami redakcji, usiłując opanować się, by przypadkiem nie zacząć w nie z furią uderzać. Zamiast tego spróbowałam je otworzyć, ale nie chciały ustąpić. Nikogo nie było w środku; redakcję zamknięto na cztery spusty.
Oddychając głęboko, wyciągnęłam z torebki telefon. Odszukałam numer naczelnego i połączyłam się z nim. Oczywiście nie spieszył się, by odebrać. W końcu jednak usłyszałam w słuchawce jego rozweselony głos.
— Już, pani Beato? — spytał, jak gdyby nigdy nic. — Szybko pani działa…
— Czy mógłby mi pan powiedzieć jak mam przeprowadzić wywiad ze zmarłym? — przerwałam mu niezbyt grzecznie. Ale też i sytuacja nie dawała mi większego wyboru.
— Ach… to faktycznie może być odrobinę… skomplikowane, ale…
— Skomplikowane? — znowu wpadłam mu w słowo i prychnęłam z niedowierzaniem. — Niemożliwe, jeśli mam być szczera! — odparowałam. — Nie wiem jak pan sobie wyobraża taki wywiad. Mam się udać na jakiś seans spirytystyczny i czekać aż szklanka poruszy się w odpowiednią stronę?!
Chyba za głośno mówiłam z tego zdenerwowania, bo ludzie zaczęli zwracać na mnie uwagę. Przewróciłam oczami i wsiadłam do samochodu, oczekując na odpowiedź.
— Niech się pani uspokoi… — zaczął naczelny. — Poza tym, nie można żartować ze zmarłych.
— Ach, to teraz ja jestem tą złą? — spytałam rozzłoszczona.
Słuchawka westchnęła ciężko głosem Tyczyńskiego.
— Chyba nie będziemy o tym rozmawiać przez telefon? — spytał naczelny.
— To co pan proponuje? — spytałam.
— Spotkajmy się gdzieś na mieście — zaproponował mężczyzna.
— Jest niedziela przed Wigilią — zauważyłam.
— No tak… — odparł roztargniony. — To może przyjadę na moment do redakcji…
Zgodziłam się i rozłączyłam się zdenerwowana. Wybaczyłabym naczelnemu, gdyby sam nie miał pojęcia o śmierci chłopaka, ale najwyraźniej ta wiadomość nie była dla niego żadną nowością. Oddychając głęboko, wyciągnęłam z torebki klucze do redakcji i usiadłam przy biurku, czekając na Tyczyńskiego.
Być może taka postawa wobec przełożonego groziła zwolnieniem z pracy, ale akurat w tym momencie niewiele mnie to obchodziło. Miałam powody do złości, a naczelny potrzebował mnie, bym napisała dla niego ten artykuł, jakkolwiek miałabym to zrobić.
— Och, jest pani… — zaczął, pojawiając się w redakcji po upływie pół godziny.
— Jestem — przyznałam, co chyba jeszcze bardziej zbiło go z tropu. — I mam nadzieję, że wyjaśni mi pan o co, do licha, chodzi z tym artykułem!
Tyczyński westchnął i przystawił sobie krzesło do mojego biurka.
— Widzi pani — zaczął. — Marcin był bardzo obiecującym pisarzem, wydał dwie książki, a kilka dni temu popełnił samobójstwo. Nikt nie wie co było tego przyczyną, nawet nie do końca wiadomo czy to na pewno było samobójstwo…
— Ach, rozumiem — przerwałam ponuro naczelnemu. — Chłopak się zabił i nagle stał się sławny. Zapewne właśnie przez to — dodałam.
— Niestety, to całkiem możliwe — przyznał z wahaniem Tyczyński. — W każdym razie wokół chłopaka zrobił się szum, a my, jako gazeta z jego regionu, powinniśmy zaspokoić ludzką ciekawość…
— Jak? — przerwałam mu znowu. — Nawiązując kontakt z zaświatami? Czy przepytując rodzinę, która w krótkim czasie straciła dwóch członków?
— Cóż… — Tyczyński znowu nieco się zmieszał. Dobrze, że pozbył się tej idiotycznej, czerwonej czapki, bo chyba roześmiałabym mu się w twarz.
A to już groziło utratą pracy.
— Panie Waldemarze, niech mi pan po prostu powie czego pan ode mnie oczekuje — zaproponowałam. — W ten sposób przynajmniej nie będziemy marnować cennego czasu.
Naczelny westchnął i spojrzał na mnie uważnie. Wytrzymałam bez trudu jego spojrzenie. Tym razem to ja miałam przewagę. Nawet on musiał wiedzieć, że żąda ode mnie rzeczy praktycznie niewykonalnej i to on powinien się wytłumaczyć.
— Sprawa jest skomplikowana — zaczął Tyczyński. Tego akurat sama się domyśliłam. Niecodziennie przeprowadza się wywiady z nieboszczykami… — Nic nie zapowiadało tego samobójstwa. Kostkowski nie dawał żadnych sygnałów, że coś takiego może nastąpić, nie zostawił listu… Rzecznik policji uparcie twierdzi, że to było samobójstwo i tyle, ale podobno dowody nie są jednoznaczne…
— Podobno? — przerwałam naczelnemu i zmarszczyłam brwi.
Tyczyński westchnął i wręczył mi jakąś wizytówkę.
— Powiedzmy, że mam znajomości w policji — wyjaśnił. — Jeśli powoła się pani na mnie, to na pewno dowie się pani ciekawych rzeczy…
— No dobrze… — zaczęłam niepewnie. — Ale co ja mam właściwie zrobić? Przecież nie przeprowadzę wywiadu z Marcinem…
— Niech się pani dowie jak najwięcej pani może! — odparł Tyczyński i pochylił się konspiracyjnie w moją stronę. Mimowolnie powtórzyłam jego ruch. — Przecież wiadomo, że twórcy z burzliwym życiem i samobójstwem lub jakąś tajemnicą od razu wzbudzają sensację. I właśnie my powinniśmy odkryć jak to naprawdę było. Jesteśmy to winni Marcinowi!
Wydawało mi się, że wcale nie chodziło o młodego pisarza. Naczelny chciał być po prostu pierwszym, który przedstawi światu prawdę. Być może w ten sposób chciał zwiększyć poczytność gazety…
Niestety słowa Tyczyńskiego podziałały na mnie. Jeśli w tym wszystkim było drugie dno, to rzeczywiście powinniśmy oddać Marcinowi sprawiedliwość i dobrze zająć się jego sprawą.
Z drugiej strony, jeśli jednak to było samobójstwo, a ja doszukałabym się jakichś brudów, to lepszy byłby zwykły nekrolog. Być może należało pozwolić chłopakowi odnaleźć spokój zamiast prześladować jego ducha już po śmierci, przywołując u jego bliskich żywe jeszcze i na pewno bolesne wspomnienia.
— W porządku — powiedziałam z wahaniem.
Tyczyński uśmiechnął się do mnie szeroko.
— Wiedziałem, że mogę na panią liczyć — oznajmił.
— Mógł mnie pan od razu poinformować jak się sprawy mają — powiedziałam. — Nie traciłabym czasu na układanie zbędnych pytań…
— Następnym razem będę o tym pamiętał — odparł naczelny i uścisnął mi dłoń.
Następnego razu nie będzie, pomyślałam ponuro. Za nic nie dałabym się drugi raz wrobić w podobną historię!
— I jeszcze jedno pytanie… — zaczęłam.
— Tak?
— Ile mam czasu? Bo to chyba nie będzie zwyczajny reportaż…
Tyczyński patrzył na mnie w milczeniu przez dłuższą chwilę.
— W kolejnym numerze gazety zamieścimy krótką notatkę o tym samobójstwie i dodamy, że ujawnimy więcej, kiedy tylko będziemy znać jakiekolwiek szczegóły — powiedział w końcu. — Ma pani tyle czasu, ile pani potrzebuje — oznajmił. — Ale chyba sama pani rozumie, że ten czas powinna pani odmierzać raczej dniami, ewentualnie tygodniami, a nie miesiącami…
Skinęłam głową w milczeniu. Miałam dziwne wrażenie, że naczelny nie był ze mną do końca szczery. Brakowało mi jednak podstaw, by go o to posądzać. Jedynie irracjonalne przeczucie, które można by było uznać za kobiecą intuicję.
A ta czasami zawodziła.
Pożegnałam się z naczelnym i wyszłam z redakcji. Przystanęłam zaskoczona na parkingu przed budynkiem i zerknęłam na zegarek. Było już po szóstej. Niebo, które już wcześniej zasnute było ciemnymi chmurami, teraz jeszcze pociemniało. Ruch w mieście znacznie zmalał i jakby ucichło. Gwiazd nie było widać, a przynajmniej tych prawdziwych, odległych. W jakiś sposób jednak zastępowały je inne, sztuczne światełka, które atakowały z każdej niemal sklepowej witryny. Niewielka ilość śniegu, który tego dnia pokrył miasto cienką warstwą, ostatecznie zamieniła się w niezbyt przyjemne błoto.
— Wciąż pani tu jest? — usłyszałam za sobą nieco rozbawiony głos naczelnego.
Obróciłam się i uśmiechnęłam delikatnie.
— Czasami wciąż jeszcze zadziwia mnie ta polska zima — odparłam. — Kiedy już się wydaje, że będzie w miarę do zimy podobna, to lubi płatać figle i zaskakiwać. I gdzie ta dystyngowana, chłodna kobieta, która zwykle zimę przedstawia?
— No tak, niepewna teraz ta pogoda — przytaknął Tyczyński, wznosząc oczy ku górze. — Chyba po prostu trzeba to zaakceptować — dodał.
Skinęłam tylko głową i usiadłam wreszcie za kierownicą mojego opla. Być może dla naczelnego była to tylko kwestia pogody, ale ja widziałam w tym stanie rzeczy także oblicze współczesnego świata — zmiennego i nieprzewidywalnego, który w każdym momencie może zaskoczyć człowieka czymś nowym.
A wydarzenia tego dnia zdawały się to tylko potwierdzać.


Ines 16/03/2010 19:53:05 [Powrót] Komentuj



Więc przeczytałam twój komentarz ;p jak zwykle długi ale świadczy o tym że ktoś czyta. A co do tekstu, który wychodzi z ramek to mi to też przeszkadza tylko jak to zmienić?;> Oj nie znam się na tym. I nie bardzo wiem co miałaś na myśli pisząc o pozostałych bohaterach;> czy mieli być pokazani bardziej "szczegółowo".
Chyba za dużo napisałam;> pzdr
Until I die 3/04/2010 19:14:07
| http://magicword.blog4u.pl IP: zalogowany

ZAPRASZAM NA NOWY ROZDZIAŁ :)
Lorelei 31/03/2010 23:25:16
| brak www IP: 81.219.137.125

Witaj:)

Wybacz, ze tak długo zwlekałam z odzewem, ale ostatnimi czasy nie mam na nic czasu. Cały zeszły tydzień spędziłam na pisaniu pracy licencjackiej do późnych godzin nocnych a rano do pracy. Jestem poprostu cieniem człowieka:/

Teraz jeśli chodzi o Twoją notkę:
Zabójstwo czy samobójstwo?
Obie rzeczy wydając się możliwe, więc nie będę tu tworzyła teori spiskowych i pozwolę Tobie zaprowadzić mnie do odpowiedzi na to pytanie:)

Jestem bardzo ciekawa jak potoczy sie los artykułu Beaty i czy on wogóle powstanie.( zakładam że prawda moze być jeszcze inna i dlatego artykuł może się wogóle nie ukazać :D )

Czekam z niecierpliwością na następny rozdział :)
A jeśli chodzi o mnie, to tak jak pisałam nie miała ostatnimi czasy na pisania, ale jeśli Cię to usatysfakcjonuje, zdradzę, ze zaczęłam pisać następny rozdział. Mam go napisanego w połowie więc jeśli teraz złapie chwile oddechu może go skończę :)
Obiecuje, ze sie o tym dowiesz jako pierwsza.

Pozdrawiam
Lorelei :)
Lorelei 23/03/2010 20:42:14
| brak www IP: 77.253.7.156

A więc trzeba zebrać materiały na artykuł;> i wydaje mi się, że to nie było zwykłe samobójstwo ale to tylko moje domysły;>
Until I die 20/03/2010 20:43:47
| http://magicword.blog4u.pl IP: zalogowany

Witam, dziękuje za przeczytanie opowiadania.
Chciałam poinformować o nowej notce, która jest już zamieszczona.
Dziękuje i pozdrawiam
Mab
Mab 17/03/2010 09:53:11
| brak www IP: 83.7.213.52